Teoretyczna Wiedza Sojusznikiem Niepewności

Jest jedna Prawda. Jest nieskończenie wiele Prawd. Masz wybór. Wolna wola jest iluzją. Istniejesz. Nie istniejesz. Świat jest piękny. Świat jest okrutny. Potrafisz tworzyć i budować nowe. Musisz się dopasować i powtórzyć stare. Kochasz siebie i innych. Nienawidzisz się i ludzi wokół siebie.

Każde zdanie może być prawdziwe. Ale dla kogo?

Każde zdanie może być podważone. Ale co je kwestionuje?

Kto inwestuje w wartość poszczególnych zdań, opinii, założeń?

Co decyduje o tym, które zdanie będzie definiowało twoją tożsamość?

Czy twoje poczucie Istnienia jest zależne od chwilowych wytworów umysłu?

Jesteś tą burzą przeczących sobie nawzajem zdań w głowie? Czy jesteś otwartą przestrzenią, w której każde zdanie ma możliwość się wyłonić? Czy pojawiające się zdania mają nad tobą władzę? Czy definiują to, kim jesteś w swojej pierwotnej postaci? Czy mogą wpływać na twoje ruchy w przestrzeni?

Obserwuj ruch myśli w ciszy i nie spiesz się z odpowiedziami.

Nie musisz odpowiadać nic. Życie Prawdą to zjednoczenie się z tym, to odczuwasz w ciele i nie zaprzeczanie temu intuicyjnemu impulsowi żadnymi myślami z poziomu umysłu. Prawda może być dźwięczna, ale może też pozostać cicha i pusta.

Teraz pozostań otwarty i odpoczywaj w swojej autentyczności. Możesz tam zostać tak długo, jak tylko chcesz.

Każdy wyraz Jaźni, czyli jej manifestacja w świecie fizycznym, ma swój czas i miejsce na to, żeby pokazać swoje naturalne oblicze. Prawdę i autentyczność danej ekspresji zawsze czuje się w bieżącej chwili. Łatwo jest wybadać, czy to co mówimy my lub inna osoba mówi do nas, jest szczere i pochodzi z przestrzeni serca, czy być może komunikat ten jest wykorzystany jako przykrywka dla umysłu, który pragnie dezorientować, wprowadzać zamieszanie i ukrywać prawdziwą, wiarygodną ekspresję. Pozostając w przestrzeni przyzwalającej Obecności, jesteśmy w stanie łatwo wyczuć, kiedy sami siebie oszukujemy przywdziewając niewygodne maski i ciasne utożsamienia.

Prawda nigdy nie jest opisem przyszłości albo przeszłości, nie ma z nimi nic wspólnego. Miernikiem naszej autentyczności i szczerości wobec siebie jest jedynie to, na ile pozwalamy sobie wygłaszać swoje Prawdy danego momentu, bez oceniania ich i mierzenia pod kątem sensowności, logiczności, racjonalności. Prawda nie jest jakimś odrębnym bytem, który wisi w przestworzach i do którego trzeba dążyć, albo który trzeba zrozumieć intelektualnie. Nie musi być wytłumaczona nikomu, bo przecież nikt inny nie będzie jej doświadczał za nas. Nie jest też „poprawnym” wzorem czy szablonem, za wpasowanie się w który moglibyśmy zostać nagrodzeni albo docenieni. Nie ma przymusu jej sprawdzania, weryfikowania albo jej zaprzeczenia, bo Prawda nie pochodzi z przestrzeni umysłu. Prawda pochodzi zawsze z Serca, prosto z bezpośrednich odczuć ciała, i jest chwilowa. Tak jak chmury są chwilowe na niebie. Teraz chmura jest. Teraz chmury nie ma. Teraz jestem głodny. Teraz czuję się syty. Wszystkie te zdania są prawdziwe w odpowiednim dla nich czasie. Wszystkie nasze kłopoty, komplikacje, mentalne zmagania, czyli wszystkim nam dobrze znane życiowe przeciąganie liny z umysłem, zaczynają się wtedy, kiedy ze zdania prawdziwego tymczasowo staramy się stworzyć niezależną, całkowicie nadrzędną zasadę życia obowiązującą stale lub tło i podwalinę dla jakiegoś personalnego wizerunku, który miałby nas określać na wieczność i pozostać niezmiennym. Zaczynamy cierpieć, kiedy z jakiegoś założenia lub wierzenia staramy się robić złotą receptę na szczęście. Kiedy pragniemy stworzyć antidotum, które miałoby być skuteczne zawsze i dla wszystkich ludzi. Uczepienie się w ten sposób wybranego, iluzorycznego wizerunku siebie przedstawionego w naszej głowie, powoduje stały wysiłek ciała fizycznego w celu podtrzymywania tejże iluzoryczności. Wysiłek polega tutaj na ciągłym doganianiu wyobrażenia, które narodziło się w umyśle i nie ma nic wspólnego ze stanem faktycznym bieżącego doświadczenia. Wynosimy na piedestał wyobrażenie przyszłości ponad prostą obserwację i docenienie tego, co jest teraz, i w ten sposób sami siebie przekonujemy do słuszności dalszego kontynuowania swojego męczeństwa. Próbujemy wręcz utwierdzać się w przekonaniu, że nasze przywiązanie do danego założenia i związane z nim cierpienie jest jak najbardziej zasadne. Ba! Nawet szlachetne. Pozostawanie w cierpieniu mentalnym jest jednak równocześnie bezpośrednim czynnikiem pogarszania naszego zdrowia. Niedbanie o swój wewnętrzny stan bycia komplikuje nasze relacje z innymi ludźmi, gdyż nie jesteśmy pogodzeni w pierwszej kolejności ze sobą. Kiedy nie jesteśmy pogodzeni ze sobą i swoją aktualną Prawdą, trudno oczekiwać, że nasze interakcje ze środowiskiem będą kwitnące, bujne i pełne harmonii. Świadomie akceptowane cierpienie wrzuca nas w rolę kata bądź ofiary, rujnuje naszą chęć życia i radosnego doświadczania nowości, także poznawania nieznajomych. Taki profil osobowości nie jest atrakcyjnym obrazem człowieka, z którym chce się spędzać czas, stąd samotność i wyobcowanie pojawia się jako naturalne następstwo takich koncentracji. Chęć wprowadzania w życie „prawd uniwersalnych” i zmuszania do nich innych jest szkodliwe, bo pochodzi z narcystycznego fragmentu naszej Jaźni. Pochodzi z tej części nas, która na chwilę postanawia żyć wyobrażeniem, że „coś” wie. Co więcej, że to „coś” jest nadrzędne innym „cosiom”. Na szczęście, zauważając tę modalność i tendencję, którą ciągle powtarzamy, możemy pozwolić sobie ją odpuścić. Możemy całkowicie zrezygnować z tworzenia tej zależności i oddać się w ręce bezgranicznej szczerości w każdym momencie. Wystarczy pozostać czujnym, uważnym i świadomym narodzin każdej nowej myśli i narodzin każdego wniosku, który za nią przychodzi. Wystarczy nie przyjmować zaproszenia na przyjęcie organizowane przez nasz umysł i nie inwestować swojej energii w podtrzymywanie złudzeń pochodzących z wyobraźni.

Interpretacje rzeczywistości, które są z nami szczere w danym momencie, możemy wykorzystywać na różne sposoby. Możemy z nich korzystać świadomie i czerpać z nich wglądy, które poszerzają nasze zrozumienie zachodzących procesów ciała względem jego środowiska. Możemy też wykorzystywać je jako symbole naszej kompetencji do zaspokajania głodu niedocenienia z zewnątrz. W tym drugim przypadku, nasze zdanie – prawda (opis świata lub jego interpretacja) będzie formą fortyfikacji obronnych wznoszonych przez umysł by bronić poczucia podzielenia. Będzie próbą podtrzymania iluzji odrębnego bytu ego wraz ze swoją urojoną historią pochodzącą z pamięci i wyobrażeń przyszłości. Każde zdanie ma potencjał do tego, żeby w nie uwierzyć i stworzyć z niego regułę, albo uniwersalną zasadę. Każde zdanie (które jest po prostu myślą) może być wykorzystane przez umysł do tego, żeby się z nim zidentyfikować i nadać sobie tożsamość kogoś, kto to zdanie wie. Kogoś, kto rozumie i ma rację. Tylko co wiesz? Co rozumiesz? Co to jest ta racja i gdzie ona rezyduje? Prawdą jest, że wiesz coś, co za chwilę i tak przeminie. Czy taka wiedza jest warta upartości, oporowi i walki o nią? Teraz wiesz to, a jutro wiesz coś innego. Czy jest to jakiś powód do dumy? Albo poczucia wyższości? Czy to jest powód do narzekania? Albo do poczucia bycia gorszym od kogoś innego? Każda informacja jest neutralna w swojej istocie. To umysł nadaje jej wydźwięk prawdy lub fałszu, kompetencji bądź ignorancji. Wydźwięk o dużej wartości i korzystnym wpływie, lub wydźwięk niepożyteczności i obiektywnej szkodliwości. Niewiedzenie też należy do umysłu. Żeby było niewiedzenie, najpierw musi być ktoś, kto czegoś nie wie. Ktoś, kto stwierdzi, że błądzi, że nie rozumie, że się waha, że nie jest pewny, że jest w pułapce. Tam gdzie jest „ktoś” i poczucie odrębności tego „ktosia”, tam jest też umysł, który podtrzymuje tą iluzję. Paradoksalnie, to właśnie niewiedzenie jest najbardziej zagmatwanym i sprytnie zakamuflowanym stanem umysłu. Stanem, w którym umysł szaleje i bombarduje ze wszystkich stron, po to żeby wytrącić cię z poczucia równowagi i odebrać ci możliwość zadecydowania. Umysł zrobi wszystko, żeby wytrącić cię z pozycji przytomnego świadka. Umysł nie chce żebyś zauważył, że to ty jesteś pierwszy, a nie on. Wrzuca więc na maksymalne obroty w sytuacjach newralgicznych, żeby odwieść cię od intuicyjnego, spontanicznego działania w zgodzie z podszeptem serca. Żeby odwieść cię od naturalnego ruchu, który jest jak przedłużenie oddechu, jak załatwienie potrzeby fizjologicznej, jak oderwanie ręki od parzącego kubka z herbatą. Umysł jest po to, żeby odwieść cię od zaufania sobie. Żeby odwieść cię od klarowności, że jesteś poza nim, że możesz samodzielnie podejmować decyzje bez względu na to, jak on się będzie zachowywał i co będzie prezentował. Niezależnie od tego, jaką strategię przetrwania przyjmie twój umysł: czy to będzie stwarzanie pozoru niezaprzeczalnego wiedzenia, bycia lepszym i sztywnej pewności, czy to będzie obraz wiecznej dywagacji i podważania własnych wyborów… Zauważ że oba są projekcją w przestrzeni bezosobowej, która nie utożsamia się z żadną z tych myślokształtów na stałe. Świadomość eksploruje je jedynie chwilowo i doświadcza ich manifestacji w świecie fizycznym pamiętając ich przemijającą naturę. Pozwala im zaistnieć, nie tworzy oporu zarówno do pewności jak i do niepewności. Nie próbuje uciec od jednego, ani schronić się przed drugim. Nie próbuje trzymać się też kurczowo żadnego z nich. W ten sposób Świadomość harmonizuje przeciwieństwa i w naturalny sposób kieruje się do swego centrum. Kieruje się do miejsca, gdzie zdrowe planowanie i ustalanie wymarzonego kierunku działania idzie w parze z bezwarunkowym przyjmowaniem i poddawaniem się życiu zastałemu w bieżącym doświadczeniu. Świadomość łagodzi huśtawki emocjonalne i uspokaja reaktywne temperamenty z poziomu ego. Widzi, że jest odpowiedni czas na to, żeby wybierać i być pewnym. Widzi też, że jest czas na przyznanie przed samym sobą, że się czegoś nie wie, że się jest zagubionym i pełnym obaw. Wtedy bowiem, w przestrzeni błogiego Niewiedzenia i odpuszczenia upartości umysłu, pojawia się możliwość na eksperymentowanie z nowościami, na podejmowanie ryzyka, na sprawdzanie kolejnych wyborów, na popełnianie potrzebnych błędów i na odnajdywania się w kolejnych odsłonach życia po integracji przeżytych doświadczeń. Wszystko jest propozycją metamorfozy w coś świeżego. Każda Prawda również ma potencjał własnej ewolucji. Każda Prawda może dojrzewać z dnia na dzień w coraz słodszą i coraz bardziej soczystą wersję siebie. Zawsze mamy możliwość tę propozycję wykorzystać w swoim doświadczeniu i pozwolić każdej Prawdzie płynąć z jej naturalnym nurtem przeobrażeń.

Do każdego zdania możesz się przyczepić i znaleźć jego przeciwieństwo. Do każdej swojej postawy i nastawienia możesz znaleźć logiczne wytłumaczenie. Możesz szukać powodów, dlaczego jest ono bardziej prawdziwe i bardziej adekwatne niż czyjeś. Zawsze masz tę możliwość, żeby kwestionować cudze ekspresje i podbudowywać swój wizerunek osoby wiedzącej coś innego, coś lepszego, coś bardziej atrakcyjnego. Sama ta maniera nie jest ani zła, ani dobra. Jest relacją z umysłem, jest etapem pracy nad sobą, jest lekcją dla Świadomości, która dostrzegając ten mechanizm w swoim obrębie, może go odrzucić. Dzieje się to w momencie gotowości na takie pożegnanie. Możesz więc zaprzeczać innym ludziom, albo nie zgadzać się z nimi, bo możesz wszystko. Pytanie tylko… Czy to podważanie Prawd innych ludzi zbliża cię do rozumienia ich lepiej i rozumienia samego siebie równolegle? Czy ciągłe odpowiadanie „No tak, ale…” albo, „Wcale nie, przecież z drugiej strony…” nie jest przypadkiem czymś, co blokuje cię przed zrozumieniem prawdy którą oferuje ci ktoś inny? Czy nie ograniczasz się w ten sposób jedynie do swojej racji i swojej pozornej „wiedzy o czymś”? Czy nie trzymasz się w ten sposób komfortowej perspektywy, która do tej pory zapewniała ci ulubiony wizerunek wśród innych? Czy nie boisz się przypadkiem sprawdzić, jak to jest widzieć ten sam obraz z perspektywy swojego rozmówcy? Co wywołuje w twoim ciele ten impuls do zaprzeczania cudzym prawdom? Co generuje się w ten sposób w Świadomości? Błogość i przyzwolenie, czy napięcie i chęć kontroli? Czy zaprzeczanie jest fundamentem połączenia i pojednania? Czy jest wyrazem jeszcze większego odseparowania od drugiej istoty i angażem w mało przyjemną zabawę w porównywanie swoich wyników w czasie? Co zyskujesz przez ciągłe niezgadzanie się z prawdą oferowaną przez innych? Czym się stajesz, kiedy oponujesz względem ekspresji twojego otoczenia i starasz się je zmienić lub zwalczać na siłę? I wreszcie… Czym jesteś, kiedy odpuszczasz sobie tę nierówną walkę całkowicie i pozostajesz po prostu obecny?

Wszystko się zmienia, nasze Prawdy – czyli odczucia w ciele i interpretacje oglądanych zjawisk – one również podlegają przekształceniom. Nie ma w tym nic ani nadzwyczajnego, ani urojonego, ani niepoprawnego. To jest prosty fakt, że Prawda się zmienia. Wpływają na nią czynniki kulturowe, ideologiczne, społeczne, pogodowe, religijne, geograficzne, itd., itp. Wpływają na nią zmiany naszego otoczenia oraz wydarzenia, których jesteśmy bezpośrednimi uczestnikami. „Ziemia jest okrągła.” – Dzisiaj to powszechna wiedza, do której mają dostęp dzieci w szkołach. Jeszcze kilkaset lat temu ta prawda była powodem palenia ludzi na stosach za bałwochwalstwo. „Jestem spłukany… Przegrałem cały majątek w kasynie…” – może brzmieć nasza prawda jednego dnia. „Jestem bogaty, wygrałem dzisiaj na loterii!” – może brzmieć nasza Prawda dnia następnego. Wszystkie perspektywy są subiektywne i relatywne, zależą od wielu uwarunkowań i nie da się powstrzymać ich ciągłej ewolucji. Staranie się stworzenia „prawdy uniwersalnej” jest zwyczajnie niemożliwe. Nasz umysł będzie jednak przekonywał nas, że tylko niektóre prawdy są potrzebne i właściwe, a inne są nieistotne i błędne. Będzie nas zapraszał do uwierzenia, że jedynie w wybranych Prawdach jesteśmy w stanie odnaleźć szczęście i spełnienie. Może osądzać bardzo krytycznie te z nich, których obawiamy się doświadczyć na własnej skórze. Przykładem prawdy niechcianej mogłoby być doświadczenie totalnego bankructwa właśnie. Umysł unika bycia biednym, bo takie doświadczenie to prawdziwa wylęgarnia ludzkich lęków i niepokojów. Nic dziwnego, że nikt nie chce tam zaglądać. Jest to w końcu mało komfortowe miejsce. Samo wyobrażenie sobie nieposiadania dachu nad głową, i bycie skazanym na łaskę innych ludzi oraz ich wyszydzających spojrzeń jest wystarczająco przeraźliwą bajką-ostrzeżeniem. Jest bajką-horrorem grającym na naszych emocjach, bajką serwowaną przez nasz umysł, aby osądzić biedę, jako coś negatywnego i niekorzystnego. Umysł żeruje na naszych słabościach, na naszych wrażliwych punktach. Wykorzystuje obrazy, które uruchamiają emocjonalne poruszenie w ciele. Wybiera te projekcje, które przypominają nasze utożsamienia z brakiem własnej wartości: z poczuciem odrzucenia, niedocenienia, wybrakowania, niepasowania do reszty, itd. Neurotyczny umysł używa wizji z przeszłości, które zniechęcają nas do odkurzenia swojej pamięci powodującej ten cyklicznie powracający ból. Odpychanie nas od zaglądnięcia dokładnie w te miejsca, które najbardziej potrzebują uleczenia i transformacji to ulubiona rozrywka umysłu. On bowiem karmi się wiecznym napięciem w ciele, niepewnością i brakiem decyzyjności. Nie po drodze mu pozwalać, aby ludzie ufali sobie i podążali za swoimi pasjami. Dlatego właśnie wielu ludzi tkwi bardzo długo w pracy bądź aktywności, której nienawidzi. Nie rozwijają swoich talentów i nie słuchają głosu serca, bo ufają bezwiednie wszystkim swoim negatywnym myślom i nie dają sobie nawet szansy na zmianę. Tkwią w relacji z czymś lub kimś, kogo nie lubią i co ich rani ze względu na paraliżujący strach, że mogłoby być jeszcze gorzej, niż teraz. Boją się, ale nie chcą skonfrontować się ze swoim lękiem. Trzymają się znajomego cierpienia, bo przynajmniej jego są pewni. Przynajmniej cierpienia nikt im nie jest w stanie odebrać. Nie pozwalają sobie doświadczyć wolności, konfrontacji ze swoimi urojeniami i ostatecznie dostąpić transformacji swoich lęków w ekspresje pełne zaufania, pewności, swobody i wdzięku. Chowają się za teoriami, bo dzięki temu nie muszą żyć pełnią siebie. Nie muszą żyć wcale. Dzięki temu, że „wiedzą”, nie muszą robić nic. Dzięki temu mogą oddać swoje życie w ręce innych ludzi, a sami mogą powoli umierać w samotności i poczuciu niespełenienia. Rzucanie suchymi teoriami i osądami bez pokrycia w żywym doświadczeniu są jak masturbacje do wirtualnych pornosów, gdy naga bogini seksu oplata cię na żywca udami i mruczy na ucho o potrzebie bliskości. Większość ludzi nie jest gotowa na taką miłość. Większość ludzi obawia się jej. Obawia się tego, że życie mogłoby rzeczywiście okazać się proste, jasne i błogie. Taka jest moja Prawda na Teraz. Moja prawda na teraz brzmi: Ludzie boją się kochać. Chcesz mi pokazać, że to przeterminowane założenie i mogę je zmienić na nowe? Jeśli tak, to świetnie. Nie rób tego jednak dla mnie proszę, ani dla żadnej bogini, ani dla nikogo innego. Zrób to dla siebie. Zrób to z czystej miłości do tego, czym jest twoja Prawda teraz.

Dodaj komentarz